LOKALIZACJA
Sienkiewicza 6a, p.107, I piętro
41-300 Dąbrowa Górnicza
TELEFON  505-582-720

Start

Zegarmistrzowska tradycja rodzinna

Dominik Sibielak. Dąbrowski zegarmistrz. Właściciel zakładu mieszczącego się w Dąbrowie Górniczej przy ul. Kasprzaka 1A. Pracowity człowiek, z pasją poświęcający się swoim zajęciom. Tchnie nowe życie w każdy zegarek, który klient mu przyniesie.

 

Jak długi pracuje Pan jako zegarmistrz?

            Zegarmistrzem jestem od 6 lat. Wcześniej ojciec pracował 35 lat w zawodzie,
a jeszcze wcześniej zegarmistrzem był dziadek. Jak widać, to u nas rodzinne. Ojciec pracował i kształcił się w tym kierunku u dziadka. Dziadek jako zegarmistrz przepracował bardzo długo, 40, a może i nawet 50 lat.

 

Od początku Wasz zakład mieścił się w Dąbrowie Górniczej, przy ulicy Kasprzaka 1A?

            Nie. Wcześniej mieliśmy zakład na Kościuszki 27. Przenieśliśmy się na Kasprzaka
w 1997 albo w 1998 roku. Nie pamiętam dokładnie. Wiem, że przeprowadzka wiązała się
z otwarciem Centrum Handlowego M1 w Czeladzi. Otwarcie M1 spowodowało właściwie natychmiastowy spadek obrotów w naszym zakładzie. Stało się to praktycznie z dnia na dzień. Dlatego mój ojciec musiał poszukać nowego miejsca. Osiedle Kasprzaka jest jednym
z największych w Dąbrowie Górniczej, dlatego nie mogę teraz narzekać na zainteresowanie ze strony moich klientów.

 

No właśnie, jak to jest z klientami, z ich zainteresowaniem Pana usługami? Przy obecnym, szerokim dostępie do zegarków z każdej półki cenowej ludzie nie wolą kupić nowego zegarka zamiast fatygować się i naprawiać stary?

            Moim zdaniem to jest bardzo ciekawa sprawa i bardzo dobre pytanie.

A dlaczego?

            Zaobserwowałem, że coraz więcej młodych ludzi przychodzi do mnie naprawiać zegarki. Na przykład takie, które dostali po swoich dziadkach. Myślałem, że w dobie smartwatchy nie będzie zainteresowania moimi usługami ze strony młodych ludzi. A tak jak już wspomniałem jest zupełnie odwrotnie. Moim zdaniem powodem takiego stanu rzeczy, jest chyba drogie utrzymanie takiego smartwacha. Przy prawie każdej usterce trzeba korzystać z usług serwisu, co często trwa dość długo. Natomiast standardowe zegarki jestem w stanie naprawić na miejscu albo u siebie w domu. Wiąże się to oczywiście z dużo mniejszym kosztem dla klienta. A takie - powiedzmy umownie standardowe zegarki,
z historią zaczynają teraz przeżywać swego rodzaju renesans. I czasami klienci przynoszą do mnie prawdziwe perełki.

 

Kolekcjonuje Pan zegarki czy tylko zajmuje się ich naprawą?

            Tylko naprawiam. Kiedyś interesowałem się filatelistyką, ale przeszło mi to z czasem. Przez jakiś czas zacząłem się nawet zastanawiać, czy nie zacząć kolekcjonować zegarków, zwłaszcza gdy trafiały mi się naprawdę ciekawe egzemplarze. Ale praca z zegarkami i ich jednoczesne kolekcjonowanie? Zacząłem myśleć, że może mnie to zmęczyć. Po pracy chcę mieć jeszcze czas wolny dla siebie. Wychodzę z założenia, że robię to co do mnie należy, bo z tego się utrzymuję. Ale nie pasjonuję się zbieraniem zegarków.

 

Kto wykształcił Pana w zawodzie?

            Wykształcił mnie ojciec. Dziadek zmarł, jak byłem jeszcze małym dzieckiem. Pamiętam, że tata przynosił do domu duże, wiszące zegary. Zawsze zachęcał mnie do pomocy. Przy okazji pokazywał mi co i jak działa. I od tego zacząłem. Miałem wtedy może 12 albo nawet i 15 lat. Czas szybko biegnie i trudno mi teraz dokładnie powiedzieć, kiedy tak naprawdę zacząłem szkolić się w tym zawodzie. Nie wiedziałem, czy na pewno chcę zostać zegarmistrzem, dlatego zacząłem pracować w Castoramie. W międzyczasie zmarła mi najpierw mama, a półtora roku po mamie zmarł tata, który zmagał się z chorobami. Tak jak nadmieniłem, wcześniej nauczył mnie podstaw. Reszty nauczyłem się już sam, metodą prób
i błędów. Ojciec zostawił mi trzy książki o zegarmistrzostwie, w pełni fachowe. W tym miejscu muszę się przyznać, że do tej pory nic nie rozumiem z tych książek. Wolałem wszystkiego nauczyć się sam, korzystając z wiedzy, którą wcześniej przekazał mi ojciec.
W sumie można uznać, że jestem samoukiem. Praktyka, praktyka i jeszcze raz praktyka.

 

Rozumiem, że zainteresowanie zegarkami zaszczepił w Panu tata?

            Mnie się to spodobało, bo było to ciekawe. Chyba miałem też do tego smykałkę. Ale później też spodobała mi się praca w Castoramie, dlatego od początku nie pracowałem jako zegarmistrz. Przyszła jednak chwila, kiedy straciłem wszystko. Właściwie w jednym momencie. Tata zostawił pusty interes, który trzeba było albo zamknąć, albo prowadzić dalej. Szkoda mi było zamykać nasz rodzinny zakład. Mieliśmy już renomę i wielu stałych klientów. Zaryzykowałem i chyba opłaciło się.

 

Skąd nagle znalazła się w Panu chęć do zostania zegarmistrzem? Z tego co Pan mówi, wcześniej zajmował się zupełnie czymś innym.

            Tak, na początku pracowałem w Castoramie, konkretnie w dziale farb. I nie ukrywam, że lubiłem tę pracę, jednak z czasem po prostu się wypaliłem. Przy okazji zorientowałem się, że w Dąbrowie jest nisza, jeśli mowa o zawodzie zegarmistrza. Uznałem, że nie będę zamykać biznesu ojca, tylko pójdę za ciosem. I tak zostałem jedynym zegarmistrzem
w okolicy. Klienci potrafią przyjeżdżać do mnie ze Sławkowa, Czeladzi, a nawet z Zabrza. Wydaje mi się, że powodem są albo za drogie usługi u innych kolegów po fachu, albo po prostu nie ma już zbyt wielu zegarmistrzów.

 

Uważa Pan, że zawód zegarmistrza ma szansę wrócić do swojej świetności?

            Odpowiem na to pytanie ze swojej perspektywy. Zainteresowanie ze strony klientów jest, co świadczy o tym, że naprawdę brakuje teraz fachowców z tej dziedziny. Dodam tylko, że nie byłem na urlopie odkąd prowadzę zakład, co chyba najlepiej obrazuje, ile mam pracy. W ogóle ostatni raz na urlopie byłem w 2002 roku, a prowadzenie samemu zegarmistrzowskiego biznesu nie ułatwia mi tego, żeby to się zmieniło. Zwłaszcza, że liczba klientów jest naprawdę ogromna. Od momentu, gdy nie ma już innych zegarmistrzów w okolicy, u mnie zawsze jest kolejka. A potem jeszcze czeka na mnie praca w domu, bo niektóre zegarki muszę zabrać ze sobą. Praca od 12:00 do 22:00. 6 dni w tygodniu. Więcej nie dam rady. Z naprawą zegarków bywa tak, że nie od razu wiadomo, czy naprawiłem je dobrze. Dlatego jest to takie czasochłonne. Czasami taki zegarek musi poleżeć u mnie kilka dni, żebym był pewny, że to co zrobiłem, zrobiłem dobrze. Podsumowując, uważam że jeśli ktoś zacznie przygodę z tym zawodem, to nie będzie narzekać na nudę i brak zainteresowania.

 

Jaki był najstarszy zegar, który miał Pan okazję naprawiać?

            Z XVII wieku. Francuski. Bez problemu udało mi się go naprawić. Wyczyścisz kilka elementów i będzie działać. Takie zegarki przeżyją nas wszystkich.

 

Zdarza się Panu mówić klientom, że tego zegarka nie opłaca się naprawić?

            Często. Szkoda mojego czasu, ale przede wszystkim ich pieniędzy. Krótko mówiąc zegarek pochodzi maksymalnie pół roku i wiem, że taki klient znów mógłby wrócić do mnie. Najczęściej znów z tym samym problemem.

 

Mam do Pana takie pytanie na koniec, w ramach ciekawostki. Czy to prawda, że nie warto kupować zegarków stworzonych przez różnego rodzaje domy mody?

            To jest tylko marka. Nie będę wymieniać teraz każdej po kolei żeby nie robić antyreklamy, ale ja odradzam kupowanie tego typu zegarków. To jest tylko znaczek,
a mechanizm to zwykła chińszczyzna. Chociaż muszę podkreślić, że teraz coraz trudniej kupić zegarek w dobrej cenie, który posłuży nam dłużej. Nawet twórcy szwajcarskich zegarków czasami zaczynają uciekać się do produkowania swoich zegarków w Chinach. Małe koszty produkcji, a zysk ze sprzedaży ogromny, niestety.

 

Trudno teraz pytać o plany na przyszłość i chyba jeszcze trudniej na takie pytanie odpowiedzieć, ale planuje Pan coś w bliższym lub dalszym czasie?

            Wygrać w lotto i może pomyśleć nad rozwinięciem swojego biznesu. No i w końcu wypadałoby pójść na urlop i po prostu po ludzku sobie odpocząć.

 

Wszyscy rzemieślnicy: TUTAJ